Świadectwo Bożenki
Jak ja się właściwie nawróciłam?
Mam kłopot, gdyż nie umiem wskazać, ani dnia ani miesiąca. Był to rok urodzenia mojej córeczki – 1996. Nie mogę także powiedzieć, że w ciągu dnia, czy miesiąca zaczęły mi się otwierać oczy. Proces mojego upamiętania trwał około 3 lat. Pierwszą osoba, która mi zwiastowała był mój mąż. Mówił mi o Bogu i o zbawieniu, ale ja tylko z grzeczności go słuchałam. Nie ufałam ani jemu, ani innemu bratu, który nas odwiedzał. W ogóle nie widziałam takiej potrzeby, bo co Bóg mógłby zmienić w moim życiu? To wszystko było bardzo podejrzane i niewiarygodne.
Pamiętam jednak taki moment, gdy zauważyłam zmianę w zachowaniu mojego męża. Wtedy uwierzyłam, że Bóg może działać w życiu innych ludzi, zmieniać ich. Ale do tego, aby pomyśleć o Jezusie, który jest zainteresowany moim życiem była jeszcze długa droga.
3 lata później, leżąc w szpitalu czekałam na kolejny bolesny zabieg. Było mi i bez tego bólu wystarczająco ciężko, bo byłam sama daleko od rodziny i wciąż niepewna o los mojego nienarodzonego jeszcze dziecka. Wtedy właśnie świadomie pierwszy raz wołałam do Boga o pomoc. Następnego dnia okazało się w badaniach, że niepotrzebny jest kolejny zabieg, bo wszystko jest w normie. To był dla mnie cud, Bóg odpowiedział na moją prośbę! Tak bardzo się cieszyłam. Zrozumiałam, że Bóg troszczy się również o mnie, zależy mu na tym, abym nie cierpiała.
Jakiś czas później wpadła mi w ręce książka, w której była modlitwa o zbawienie i postanowiłam oddać życie swoje i mojego dziecka Bogu. Pamiętam, że leżałam sama w sali – izolatce. Wyobraziłam sobie, że Jezus jest ze mną w tym pokoju i pomodliłam się głośno modlitwą, którą znalazłam w książce. Nic wielkiego nie stało się w tym momencie w moim życiu. Wiedziałam tylko, że podjęłam bardzo ważną decyzję. Nie impuls, nie uczucie, nie chwila słabości, ale świadoma, przemyślana próba zaufania Bogu jako swojemu Panu i Zbawicielowi.
Dopiero później mogłam zrozumieć jak bardzo go potrzebowałam i potrzebuję nadal. Czasami zastanawiam się jak wyglądałoby moje życie bez Jezusa, który mnie odnalazł. Na myśl o tym jestem przerażona. W moim życiu nie było naprawdę nic dobrego. Chociaż żyłam jak „normalny” człowiek, nawet ciężko nie grzeszyłam, to było mi źle w tej egzystencji, bo trudno to nazwać życiem. Byłam przekonana, że nie da się mnie kochać. Tak bardzo chciałam sobie zasłużyć na miłość, że wprost prześcigałam się w dobrych uczynkach. Niestety ludzie zdawali mi tylko ból, wykorzystywali i w końcu odrzucali jak niepotrzebny przedmiot. To tylko potwierdzało moje obawy, że nie można mnie kochać.
Bóg wszystko zmienił, był tą osobą, która objawiła mi swoją miłość, zrozumienie i nie zawiodła mnie nigdy. Mogłam przychodzić do Niego zawsze, byłam bardzo blisko Niego i wtedy On wypełniał mnie swoim pokojem, dawał ukojenie, pocieszał i wzmacniał moje siły. Teraz wiem jak bardzo tego potrzebuję. Wiem, że nie mogę sobie zasłużyć na Jego miłość, ale mogę przyjąć Jego dar dla mojego życia.
Dziękuję Bogu, za to wszystko, co mi dał. Uwielbiam Go za to, kim dla mnie jest i za to, jaki jest – nie zostawi mnie i nie opuści. To z jego łaski mogę patrzeć na siebie taką, jaką jestem naprawdę, taką, jaką On mnie stworzył. Oddaję mu chwałę za Jego miłość i to, że teraz umiem zaakceptować samą siebie, nie ze względu na swoje uczynki, ale ze względu na Jego stworzenie, bo Bóg każdego z nas uczynił cudownie i niepowtarzalnie.