Wywiad z Beatą Polonis.
Krzysztof Wawrzeniuk: Beatko, wiem, że pracujesz z „trudną młodzieżą”. Czy możesz opowiedzieć nam o swojej pracy?
Beata Polonis: Ciekawe, skąd to wiesz? Może stąd, że pracuję z twoją żoną? A ona miałaby również wiele do powiedzenia na temat tzw. „trudnej młodzieży”.
Ale do rzeczy. Rzeczywiście już szósty rok próbuję swoich sił jako wychowawca w internacie Ochotniczego Hufca Pracy w Mrągowie. O wychowankach moich mówi się potocznie „trudna młodzież”, bo są to rzeczywiście młodzi ludzie, którzy z różnych powodów mają trudności z nauką, zachowaniem, przestrzeganiem norm społecznych, wchodzeniem w prawidłowe kontakty międzyludzkie. I w tym sensie są to rzeczywiście trudni ludzie. Trudno im odnaleźć się w społeczeństwie, ułożyć sobie życie, trudno im powiedzieć „nie” w niektórych sytuacjach, trudno im się uczyć. Dodatkowo często popadli oni w złe środowiska, mają konflikty z prawem, wagarują, często nadużywają alkoholu, papierosów, czasem narkotyków. To są te aspekty, które mogą wyróżniać ich spośród innych nastolatków. Za to tak samo chcą kochać, ułożyć sobie życie, znaleźć dobrą pracę, mieć kogoś bliskiego, być O.K. Niestety, próbują dojść do tego często nie tą drogą, którą trzeba.
KW: Na podstawie swoich obserwacji, co uważasz za główny powód kłopotów „twojej” młodzieży?
BP: No właśnie, sama się często nad tym zastanawiałam i myślę, że nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Mogą to być obniżone zdolności, złe towarzystwo, niski poziom norm etycznych, brak perspektyw, ale sądzę, że najważniejszą sprawą jest tutaj nieudolność wychowawcza rodziny. Co mam na myśli? Może to co powiem będzie bardzo jednoznaczne, ale sądzę, że chodzi tu o miłość, a raczej o jej brak czy nieumiejętność przekazywania jej. Po prostu myślę, że ich rodzice nieumiejętnie kochają swoje dzieci. Dają im za dużą swobodę, albo w ogóle nie kontrolują, nie mają ciepła w rodzinach, często występuje alkoholizm, zła sytuacja materialna, dzieci narażone są na negatywne wzorce (przestępczość, przemoc, agresja).
KW: Jak myślisz, jak ważne są zdrowe relacje na linii rodzic-dziecko?
BP: Mogę powiedzieć tylko tyle – to chyba najważniejsza sprawa w wychowaniu. Ale warto byłoby zadać sobie pytanie co to znaczy zdrowe relacje? Dla mnie to właściwa postawa rodziców wobec dzieci, ale i dzieci wobec rodziców. Postawa miłości, akceptacji, chęci pomocy i zrozumienia, postawa dająca pewność i zaufanie. To szereg sygnałów wysyłanych sobie wzajemnie, a „mówiących” „kocham cię”, „jestem szczęśliwy, że jesteś”, „chcę dla ciebie tego co dobre”, „pomogę ci” i wreszcie „cokolwiek będzie się działo zawsze będziesz moim dzieckiem”. Ale to też ustalenie reguł - to wolno, tego nie, pewnych zasad – to zapoznanie z priorytetami w życiu, to czas dla dziecka, opieka, to też czasem karcenie i ostre słowa. Odpowiadając najprościej na to pytanie, można by stwierdzić, że zdrowe relacje to „zdrowe dziecko”.
KW: W związku z tym jak staracie się im pomóc?
BP: I tutaj muszę otwarcie przyznać, że nie mam ściśle określonych wzorców postępowania. Powiem szczerze – dziękuję Bogu za intuicję. W wielu przypadkach rozwiązania podpowiada Duch Święty. Wiem na pewno, że ważna jest własna postawa – oni obserwują i wyciągają wnioski (ale to jest chyba cecha wszystkich dzieci i nie tylko). Druga rzecz to konsekwencja, trzecia być może to sympatia, potem dyscyplina i „jak pomagamy”. Na pewno bardzo dużo i często rozmawiamy, czasem trzeba użyć pozycji siły czyli zwierzchności i coś nakazać, czegoś zakazać, czasem dać przykład, a czasem interweniować w sytuacjach konfliktowych.
KW: Wiem, że to trudne pytanie i nie musisz na nie odpowiadać. Czy próbowałaś rozmawiać z nimi o Bogu? Jaka była ich reakcja?
BP: Na to pytanie mogłabym przewrotnie odpowiedzieć „i tak i nie”. W dosłownym tego słowa znaczeniu było bardzo mało okazji do takich rozmów. Ale zdarzały się i takie sytuacje, kiedy przychodził wychowanek i wprost zaczynał rozmowę o światopoglądzie, sensie, o tym czy Bóg istnieje. Rozmawialiśmy wtedy bardzo otwarcie. To zawsze wtedy bardzo buduje. Na ogół jednak ani czas, ani inni wychowankowie „nie pozwalają” na spokojne, indywidualne rozmowy. Wtedy poruszam zagadnienia zasad moralnych, czy Bożego istnienia na spotkaniach z grupą i albo młodzież chce zająć jakieś stanowisko w tej sprawie albo nie. Nie robiłam, przyznam szczerze ewangelizacji w dosłownym tego słowa znaczeniu. Cóż, wiem, że to niezbyt wiele, ale wiem też, że dla tych chłopców już samo to, że mam takie a nie inne zasady (nie palę, nie piję, staram się podchodzić do każdego uczciwie, z szacunkiem, wybaczam, często po raz kolejny zaczynam od nowa dając szansę) czy poglądy jest swoistym świadectwem.
KW: Jak myślisz co Kościół powinien robić, aby docierał do „trudnej młodzieży”?
BP: Może to brzmi ostro, ale uważam, że Kościół, aby dotrzeć do młodzieży pokroju „moich” wychowanków powianiem przede wszystkim postarać się o nową formułę ewangelizowania. Do większości z nich nie docierają slogany chrześcijańskie, oni nie rozumieją też często „naszego” słownictwa typu: „otwórz serce dla Jezusa”, „nawróć się”, za to na pewno przekona ich człowiek z tzw. ich „środowiska” mówiący prosto, krótko i dosadnie. Może dobrą formą byłby koncert? W każdym razie musi być to forma krótka i nie nastawiona na natychmiastowy efekt. Ci chłopcy nie ufają właściwie nikomu i naprawdę tylko spokojna, delikatna sugestia do nich dociera. Myślę, że wiele dałaby też tzw. „indywidualna ewangelizacja”. To są jednak tylko moje przemyślenia i nie każdy musi się z nimi zgodzić.
Przy okazji tego pytania chciałabym „położyć Wam na serce” bardzo ważną kwestię. Wiem po prostu, że bez naszego wspólnego modlitewnego wsparcia nie zdziałamy wiele. Chodzi konkretnie o sprawy spirytyzmu i satanizmu wśród młodzieży. Mam osobiste przykłady na praktyki spirytystyczne, „zaklęcia”, „wywoływanie duchów”, nawet „rzucanie klątw”. Jest to realne i coraz więcej młodzieży się w to „bawi”, czasem nie zdając sobie sprawy z tego co robią, a czasem działając zupełnie świadomie. I wiem, że istnieje tu walka duchowa i to bardzo silna.
Cieszę się, że mogłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami.