Widziałem powódź w Wilkowie.
Widziałem powódź w Wilkowie. To, co zobaczyłem jest trudne do opisania. Wywołuje poczucie niemocy, łzy i krzyk: „Boże ratuj”. Gmina składa się z 25 wsi, 23 zostały zalane.
Zbieramy pieniądze na powodzian. Także organizacja „Nehemia” z Niemiec (przewodniczy jej nasz brat, Paweł Sturz) w uzgodnieniu z nami postanowiła udzielić powodzianom bardzo znaczącej pomocy. Pojechaliśmy razem do Wilkowa. Towarzyszyli nam Prezbiter Okręgowy Władysław Wigłasz oraz pastor zboru „Oaza” w Lublinie – Marek Wółkiewicz. Najpierw odbyło się spotkanie z członkami sztabu kryzysowego, potem pojechaliśmy obejrzeć zalane tereny. Woda była wszędzie. Powódź ciągnęła się kilometrami. Widziałem zalane domy i szkoły. Najgorszy był widok utopionych zwierząt, czemu towarzyszył potworny odór. Dorobek życia tych ludzi poszedł razem z wodą. Siła wpływającej wody była tak wielka, że z domów wyrzucała lodówki, telewizory i inne ciężkie sprzęty. Siedząc z moimi braćmi na łódce strażackiej nie potrafiłem wiele rozmawiać. W głębi ducha, wstrząśnięty i przerażony, modliłem się, żeby nasz Kościół potrafił zdać egzamin ze służby miłosierdzia.
Powodzianie otrzymali od chrześcijan żywność, lekarstwa, środki higieniczne oraz artykuły pierwszej potrzeby. Na tym jednak zadanie zakończyć się nie może. Widząc to pomyślałem, że może Boży lud mógłby pomóc im sprzątać, gdy odpłynie woda. Ktoś musi chwycić za łopatę i pomóc oczyścić domy (jeśli przetrwają!), szkoły oraz przychodnie lekarskie z tysięcy ton szlamu i nieczystości. Wiem, że ci ludzie nie dadzą sobie rady sami. Dlaczego my nie mielibyśmy im pomóc. Przed nami wakacje, więc może poświęcić im choćby tydzień urlopu? Niedługo zaproszę was do pomocy w bardziej konkretnej formie. Wpierw muszę to przemyśleć.
bp. Marek Kamiński