„Widziałam Pana" (Jan 20, 18)


Poniżej zamieszczamy artykuł przedrukowany z Chrześcijanina Nr 4, z kwietnia 1948 roku. Jest on zachętą do wiary w zmartwychwstałego Pana dla tych wszystkich, którym przyszło żyć w powojennej Polsce.

Józef z Arymatei po otrzymaniu pozwolenia Piłata, zdjął z krzyża ciało Jezusowe a wraz nadszedł Nikodem, niosąc zmieszany z myrrą aloes i sposobić je zaczęli do złożenia w grobie. Taki to bowiem był zwyczaj żydowski, że po zamknięciu zmarłemu oczu i ust obmywano go i obwijano w czyste prześcieradła; także i głowę obwiązywano chustą, ręce i nogi krępując taśmami, wszędzie zaś obficie kładąc wonności i samą materię też pachnącym zlewając olejkiem, by jak najdłużej zapobiec procesowi rozkładu i psucia się.

Spieszyli się bardzo, wnet bo zacząć się miał Sabat a z nim święto Przaśników. Jak więc najstaranniej choć prędko szykowali Go, obiecując sobie zaraz, gdy czas naznaczonego przykazaniem odpoczynku się skończy, przyjść i Umiłowanemu wedle pragnienia serc kochających, usłużyć.

Niewiasty zakupiły już część potrzebnych wonności (resztę w sobotę, gdy wieczorem można będzie).

Słońce, ogromne i czerwone oświeciło wąski, W skale wykuty korytarz. Tam, głębiej, w niszy głębokiej, na twardej, kamiennej ławie, jednej, boć Józef tylko dla siebie ją gotował, złożyli bezwładne, w białe chusty spowite, ciało Jezusowe. Wyszli.

Józef już w mroku zasunął z trudnością olbrzymi kamień zasłaniający wejście do grobu. Koniec. Niebo czarne i — cisza. Nic w nich nie było. Ani słów nawet nie pamiętali, którymi, przecież Pan przepowiadał był to, czego oto świadkami teraz byli. Czuli tylko znużenie przeogromne, nieludzkie i zamęt w sobie bolesny, w którym się gubiła wszelka myśl rozsądna.

Nie obejmowali całości zdarzeń, świat zatrzymał i skupił się cały na tym kamieniu, co legł im na sercu, przegradzając od wszelkiej nadziei.

Coś się skończyło nieodwołalnie — to jedno niejasno czuli raczej, niż zdawali sobie sprawę. Górował nad wszystkim smutek, że to zmarł Ten, którego tak bardzo i tak po prostu wielce umiłowali. Tego byli pewni, boć oczy im nie kłamały, ani ręce nie mamiły, gdy pod palcami odczuwali chłód ciała Ukrzyżowanego. Nie dotknęli się jeszcze Zmartwychwstałego Pana, a dotychczasowe przeżycia i słaba jeszcze wiara zachwiały się omal zupełnie pod potężnym uderzeniem ducha ciemności. Skoro On umarł — oni się stali bezradni.

Gdy więc w niedzielę rano szły spiesznie niewiasty, niosąc one wonności jedna myśl trapiła je wielce: „kto im kamień odwali?” (Mar. 16, 3)

Nie wiedziały nawet jak bardzo to logiczna i konsekwentna i nawet potrzebna była troska — boć kryło się w niej najpierw to poczucie zupełnej niemocy, i po raz, pierwszy w ich przeżyciach, powstająca świadomość możliwości istnienia przegrody między nimi a Zbawicielem. Miało to być doświadczeniem, że w przyszłości powinny zwyciężać wiarą wszystko co mogłoby dzielić od Pana.

Dotychczas On wszelkie przeciwności zwyciężał, a gdy zdało się im, że Sam uległ, one powstałej przeszkody usunąć nieporadną swą wiarą nie były w stanie. Jutra nie było, odkąd zasłonił Go całkiem głaz ów olbrzymi. Bały się nawet dopuścić do spojrzenia w przyszłość, boć kryć ona musiała pustkę śmierci — i ciemność jakąś, myśli mącącą.

Nie zniosły doświadczenia wiary, ni nadziei, lecz miłość — o! ta się ostała i pchała je teraz do grobu, żywa i ogromna. Przesłoniła im wszystko!

Lecz doskonałe są myśli Pańskie, bo nie są ludzkie i drogi Jego, bo inne są niż nasze.

On dzieło Zbawienia przed wiekami począwszy, doprowadził je oto do końca. Kładł podwaliny wiary, która jest z łaski, pod serce pokoleń, których ci oto mieli być pierwszymi z owego ludu świętego i nabytego przez ofiarę Jego na krzyżu Golgoty.

Gdy były w drodze, „stało się wielkie trzęsienie ziemi, albowiem Anioł Pański zstąpiwszy z nieba zbliżył się, odsunął kamień i usiadł na nim. A była postać Jego niby błyskawica, a jego szaty białe jako śnieg.” (Mat. 28,2.3).

Czyją to mocą potargał pieczęci, o straż nie zadbawszy nawet? Uczynił to z rozkazu Bożego, na świadectwo uczniom i światu odsłaniając ciemne wnętrze grobu wołające „niema''!.

Szatan na Synu Bożym położyć chciał całą swej mocy potęgę, lecz ii to Bóg na chwałę Swoją obrócił!

Teraz oto ponad wszelką wątpliwość oczywistym się stało, że nikt Jezusa nie wykradł, straż pilnowała dobrze!

A On, światłość sama, Pierworodny stworzenia, jak Jonasz z wnętrzności ryby, tak On z grobu ziemi po trzech dniach powstał.

Jeszcze gdy ciemność była, uradował świat widzialny i niewidzialny uśmiechem zwycięstwa. Objawił się cichy, pokorny, miłości i przebaczenia pełen, obwieszczając wszem i wobec, wiekom przyszłym i przeszłym, piekłu i niebiosom zwycięstwo nad śmiercią!

„Gdzież jest o Śmierci bodziec twój?! Gdzież jest o piekło zwycięstwo twoje?!" (l Kor. 15,55).

Lecz o tym nie wiedziała jeszcze Maryja, gdy rankiem, pierwszego dnia po sabacie przyszła nad grób. Serce jej tęskniło za Tym, który z, niej był siedem diabłów wygnał. Chciała Mu oddać ostatnią, ludzką usługę, a oto dopełniła się miara krzywdy i nieszczęścia: kamień odwalony i ciało zabrane! Nie dość więc, że Go umęczyli, lecz i teraz martwemu spokoju dać nie chcieli! Stała więc przy grobie płacząc. Lecz coś ciągnęło ją, by jeszcze w grób zajrzeć i „gdy płacząc nachyliła się w grób, ujrzała dwóch Aniołów w bieli siedzących, jednego u głowy, a drugiego u nóg, tam, gdzie było położone ciało Jezusowe” (Jan 20, 11 —12).

Gdy więc się na mich patrzyła, nie zdawała sobie nawet sprawy z oczywistej cudowności zjawiska, tak wielki był ból i ukochanie Mistrza, które o Nim tylko myśleć pozwalały. Tedy jej rzekli „Niewiasto! Czemu płaczesz?” (Jan 20, 13).

Serce człowieka, który spotkał się z Bogiem, nic innego zaspokoić nie jest w stanie, tylko sam Chrystus, bowiem „owce moje głosu mego słuchają... i idą za mną” (Jan 10, 27).

Stąd i widzenie nawet Aniołów, sług Bożych nie mogło ukoić tęsknoty nawet głębiej zakryć myśli: gdzież Pan! — oto troska! — Aniołowie na nią poradzić nie mogli (myślała), więc nie oczekując od nich odpowiedzi, „odwróciła się w tył i ujrzała Jezusa stojącego" (Jan 20, 14).

Czy to, że ciemno było, czy też, że raz pierwszy w nowym ujrzała Go ciele, czy może rozpacz i smutek do cna wszelką zabiły nadzieję, dość, że nie poznała Pana.

„Rzekł Jej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś mniemając, iż to ogrodnik, (boć grób w ogrodzie był położony) i przekonana, że wszyscy Jezusa znać muszą, o Nim mówią i myślą i Jego losem się zajmują rzekła do Niego: „Panie, jeśliś ty go wziął, powiedz mi, gdzieś Go położył, a Ja Go zabiorę!” — i wnet sama myśli, że nie mądra to prośba, raczej pozbawiony kontroli rozsądek, jęk zrozpaczonej duszy, bo odwraca się od Niego.

„Rzekł Jej Jezus: Maryjo" (Jan 20, 14-36). O! teraz Go poznała: toć to głos Pasterza, który po imieniu owce swoje woła. Coś w niej ustąpiło nagle, ciężar jakiś gniotący duszę, oddech stał się szeroki i swobodny.

W ciemności zupełnej światło się poczynało jasne, czyste i żywe. Woń niewysłowiona i ulga bezmierna; piła to niespodziane uczucie szczęścia, pełnym tęsknoty sercem. Z niczego nie zdawała sobie sprawy, nic jeszcze nie zdolna zrozumieć, zatracona w tym bezmiarze radości i pokoju, który przynosi i daje tylko On — Zbawiciel.

Pierzchnął smutek, trwoga i zwątpienie, jak pierzcha noc przed wszystko rozjaśniającym, żywiołowym światłem słońca. Niepokój i rozpacz, chmury lęku i słabości, wymiotło potężne, czyste tchnienie Miłości Bożej. Jasność się stała w duszy łagodna i serdeczna, i jakże radosna.

„Rabbuni — rzekła Mu — co się wykłada Nauczycielu'' (Jan 20, 16) i nic więcej nie zdolna powiedzieć schyliła się, by pokornie, a z czcią objąć Go pod nogi i gestem tym zatrzymać, już teraz na zawsze.

Lecz On już więcej nie miał mieć z nimi społeczności ludzkiej, cielesnej, czego jeszcze nie rozumieli, jeno duchową; aż do tej chwili był rozłączony z Ojcem Swym z powodu grzechu naszego, który wziął na Się, musiał wpierw z Nim się połączyć, jako,- że od Siebie Sam nic nie czynił (Jan 8, 28).

„Nie dotykaj się mnie, bom jeszcze nie wstąpił do Ojca mego" (Jan 20, 17), rzekł! Wstąpienie do Ojca i pojednanie się z Nim jest dokończeniem dzieła Zbawienia. Podobnie jak starotestamentowy najwyższy Kapłan, będący obrazem Jezusa, raz do roku wchodził do miejsca świętego świętych, z krwią zwierząt ofiarowanych na znak wykupienia od grzechów swoich i narodu całego, tak i Chrystus „przez własną krew swoją wszedł raz do świątnicy, znalazłszy wieczne odkupienie'' (Żyd. 9, 12).

„Ale idź do braci moich" — mówi dalej — „a powiedz im, wstępuję do Ojca Mego i Ojca Waszego i do Boga Mego i Boga waszego" (Jan 20, 17); świadectwo tymi słowami daje — najprzód, że nie przestał jeszcze być prawdziwym człowiekiem, po drugie każe nieść oto uczniom słowa łaski i miłości; On, Syn Boży, nazywa ich braćmi Swoimi! Kojące to słowa Miłości, która w najcięższej chwili -próby opuszczona przez najbliższych, zmartwychwstała i cieszy strwożone serca. Droga, co się zdawała kończyć w grobie, przez zwycięstwo Zbawiciela - teraz szczyt swój oparła o niebo: „Jam jest Zmartwychwstanie i Żywot” (Jan 11, 25). On ich i nas z Ojcem pojednał, dając „im tę moc, aby się stalli synami Bożymi, to jest tym, którzy wierzą w imię Jego!" (Jan l, 12).

„A przetoż już więcej nie jesteście gośćmi i przychodniami, ale spółmieszczaninami świętych domownikami Bożymi” (Efez 2, 15).

Poniósłszy się od nóg Jezusowych niesie Maryja radosną wieść Zmartwychwstania, które przeżyła sama!

Tylko rzeczywiste zetknięcie się z Nim, daje słowom każdego świadka nieodpartą moc Prawdy, „gdyżem ci się dlatego pokazał, abym cię uczynił sługą i świadkiem tak tych rzeczy, któreś widział, jako, i innych, w których ci się pokażę ... ku otworzeniu oczu ich, aby się nawrócili z ciemności do światłości, a z mocy szatańskiej do Boga, aby tak wzięli odpuszczenie grzechów, i dział między poświęconymi przez wiarę, która jest we mnie" (Dz Ap 26,16.18)

Maryi pierwszej objawił się Pan Zmartwychwstały — „albowiem ona wiele umiłowała". (Łuk 7, 47), dając jej posłannictwo, przez które stała się pierwszym świadkiem dla Apostołów, gdy im rzekła: „Widziałam Pana" (Jan 20, 1.8).

Posłannictwo Marii stało się posłannictwem tych wszystkich, którzy tęskniącym sercem szukali Pana i znaleźli Go. I dlatego — mili Bracia i Siostry — my wszyscy, którzyśmy przez wiarę w Jezusa Chrystusa Żywego i Zmartwychwstałego, sami przez Niego ożywieni i z martwoty grzechu podniesieni zostali — ogłaszajmy naszym bliskim, naszym braciom -rodakom, że Jezus żyje, że zmartwychwstał naprawdę, na codzień, nie od święta tylko, aby i oni „wzięli odpuszczenie grzechów i udział między poświęconymi przez wiarę”, aby i ich udziałem się stało Zbawienie i Żywot wieczny.

K. J. S.