Szkoła wzrastania.


Między chrześcijaństwem a szkołą istnieje pewne podobieństwo. Podobieństwo to dotyczy wzrostu duchowego. I choć kazania biorące swoją inspirację z innych źródeł niż Biblia są błędem homiletycznym, ośmielam się podjąć wyzwanie przyrównania naszego wzrostu duchowego do życia szkolnego, zastrzegam jednak, że są to przemyślenia osobiste.

Zrozumienie zagadnienia chrześcijańskiego wzrostu miało w moim życiu pewien proces. Na początku wyobrażałem sobie wzrost chrześcijański jako nieustanny progres. Można by to wyrazić linią ciągłą i niezachwianie wznoszącą się do góry w układzie współrzędnych x i y. Do dziś spotykam wierzących, którzy właśnie tak wyobrażają sobie chrześcijaństwo – ciągłe pasmo sukcesów. Jednak rodzi się pytanie, kogo lub co obarczyć winą za porażkę. Boga – niebezpieczne. Siebie – niszczące. Innych – niesprawiedliwe. Diabła – ?

Po paru latach chodzenia z Panem inny model zdominował moje zrozumienie wzrostu chrześcijańskiego. W układzie współrzędnych x, y można by go wyrazić sinusoidą, czyli linią wznoszącą się i opadającą. Pamiętam płomienne kazania typu: „życie chrześcijańskie to chodzenie po górach i dolinach”. Jednak, czy aby naprawdę tak jest, że chrześcijaństwo to ciągłe mówienie o kłopotach i wyjściu z nich – bowiem takie miało symboliczne znaczenie owe chodzenie górami i dolinami, kiedy mam problemy jestem w dolinie, kiedy ich nie mam jestem na górze – Wydaje mi się, że chrześcijanie są zbytnio zaabsorbowania rozmową o problemach i wyjściu z nich. Analizując ilość tematów poruszanych w kazaniach, problemy i kłopoty zajęłyby miejsce pierwsze. Daje to do myślenia – czy jesteśmy aż tak pognębieni? A może chrześcijanie potrzebują skoncentrować się na innych rzeczach, które także są istotne.

Ostatnio moje wyobrażenie chrześcijańskiego wzrostu ewoluowało z sinusoidy w linię falowaną nieustannie wznoszącą się. Skąd ta zmiana? Pochodzi ona ze zrozumienia faktu, iż każde wydarzenie w naszym życiu, zarówno dobre jak i złe, daje nam doświadczenie, które powoduje nasz wzrost. Nawet, wtedy gdy wydaje się nam, że jesteśmy daleko od Boga, ale nie rezygnujemy całkowicie z naszej wiary, wzrastamy i stajemy się dojrzalsi.

Cóż tak można by wyrazić moje zrozumienie wzrostu chrześcijańskiego w kategoriach matematycznych. Możliwe, że ulegnie on jeszcze przemianie. Może kiedyś zauważę i zawrę w sowich rozważaniach oś „z”. Bóg jedynie wie. Wracając do zagadnienia poruszonego na początku tj. przyrównania szkoły do chrześcijańskiego wzrostu, można zaobserwować następujące podobieństwa.

1. Aby chodzić do szkoły trzeba być uczniem. Pierwszy punkt naszych rozważań jest bardzo oczywisty jednak nie bez znaczenia. Nie można mówić o uczniostwie bez bycia uczniem. Ma to istoty wymiar prawny. Uczeń podlega prawom i obowiązkom uczniowskim oraz ma status ucznia w społeczeństwie, np. zniżki w środkach komunikacji, zawężane regularnie, z resztą.

Podobnie jest ze wzrostem chrześcijańskim. Jeżeli ktoś pragnie mówić o wzrastaniu czy uczniostwie, musi najpierw stać się chrześcijaninem, a to nadaje mu inny status „duchowy”. Ma pewne prawa i obowiązki, które mu przysługują. Decyzja o staniu się chrześcijaninem jest kluczowa, wielu próbowało wypełnić prawa i obowiązki znajdujące się w Biblii bez osobistego przeżycia z Bogiem i po czasie zrezygnowało z tego, bowiem ciężko jest samotnie wypełniać przykazania i żyć według Biblii, np. tylko Pan może dać siłę by modlić się „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” i przebaczyć komuś kto był niesprawiedliwy wobec nas.

2. Aby zdać do następnej klasy musisz opanować materiał z klasy poprzedniej. Celem nauczania jest stopniowe opanowanie przewidzianej programem wiedzy z danego przedmiotu. Stopnie przyswajania wiedzy wyrażone są w klasach z których, do których uczniowie otrzymujący promocję przechodzą. W polskim systemie oświaty obowiązują dwa semestry, z których drugi określa promocję lub repetycję ucznia. Śródsemestralne oceny składają się na ocenę końcową. Materiał przewidziany programem nauczania musi być opanowany przez ucznia, co wyrażone jest gradacją stopni określających wiedzę ucznia z danego przedmiotu. W szkole nie chodzi o to by zdać z kasy do klasy, ale opanować wiedzę przewidzianą w danej klasie. O jakże pragną rodzice, aby ich pociechy zrozumiały tą prostą zasadę.

Podobnie jest z chrześcijańskim wzrostem. Aby doświadczyć czegoś nowego w swoim życiu musisz opanować poziom, na którym jesteś obecnie. Nie spodziewaj się, że będziesz doświadczał szczególnych objawień, jeżeli nie czytasz Objawienia (Biblii), które masz w zasięgu ręki. W liście do Hebrajczyków autor zarzuca adresatom, że zważywszy na czas powinni być o wiele bardziej dojrzali, a oni przez zaniedbanie potrzebują powrotu do podstaw wiary. Hbr 5:11-6:3. Innymi słowy nie zaliczyli poziomu, na którym się znajdowali i potrzebowali powtórzyć go. Doświadczenie powtarzania klasy musi być okropne dla ucznia, myślę, że równie upokarzające jest powtarzanie tych samych błędów przez chrześcijan. Zapewne każdy rodzic, którego dziecko powtarza klasę przeżywa to bardzo. Podobnie Bóg jest zasmucony, jeśli chrześcijanie nie uczą się ze swoich błędów.

3. Zdając do następnej klasy spodziewaj się dodatkowego napięcia. Program nauczania jest przewidziany w taki sposób, aby systematycznie zwiększać ilość materiału do przyswojenia. Szczególnie jest to widoczne, gdy dziecko zdaje do czwartej klasy. Oto nagle ma o wiele więcej obowiązków i coraz więcej nauki. Nauczyciele są tego świadomi i z reguły na początku czwartej klasy dają dzieciom czas na znalezienie się w nowej sytuacji. W latach późniejszych uczniowie powinni być tego świadomi, że z roku na rok obowiązków i nauki przybywa a nie ubywa.

Porównując życie szkolne do wzrostu duchowego możemy zauważyć podobną zależność do tej opisanej powyżej. Jeżeli chcesz wzrastać duchowo musisz być świadom, że wiąże się to z dodatkowym obciążeniem, wymaganiem wobec twojej osoby. Jest ktoś, kto będzie robił wszystko abyś nie wzrastał duchowo, tą osobą jest Szatan. On podpowie ci, że nie warto dążyć do doskonałości, bo to bardzo dużo kosztuje, to on będzie cię zniechęcał, kusił, prowadził do tego abyś zaczął myśleć tak: „skoro chrześcijaństwo jest takie trudne dam sobie z tym spokój”. Jednak ci co chcą wzrastać muszą być świadomi tego, że chrześcijańskiemu wzrostowi towarzyszą różnego rodzaju napięcia. Kiedyś myślałem, że jak będę dorosły to będę miał więcej czasu, jednak okazuje się, że im człowiek staje się starszy tym ma więcej obowiązków i mniej czasu. Moi starsi znajomi mówią, że tak już będzie do końca. Dlatego bardzo istotną rzeczą jest by zdawać sobie sprawę z tego, że nasze obciążenie jest rzeczą naturalną mającą miejsce w życiu ludzi i trzeba koniecznie nauczyć się żyć nie marnując życia, czyli nie narzekając na cały świat, rozdrapując stare rany, nie rozczulając się nad sobą, ale wręcz przeciwnie trzeba żyć ciesząc się życiem w Panu Jezusie Chrystusie. Warto w tym miejscu przeczytać fragment pisma Mat 6:24-34.

4. Musisz wiedzieć, co chcesz osiągnąć. Proces zdobywania wiedzy ma za zadanie przygotować cię do odgrywania pewnej roli w społeczeństwie. Nauczyciele i system może ciebie ukierunkować oraz zapewnić ci wszystkie niezbędne środki do osiągnięcia celu, ale cel wyznaczasz sobie sam. W późniejszej fazie nauki stajesz przed podejmowaniem decyzji o tym, co chcesz robić w życiu i obierasz rodzaj szkoły, który umożliwi ci osiągnięcie zamierzonego celu. W wielu przypadkach korzystamy z porad rodziców, znajomych, poradni zawodowych, ale decyzja o tym, co chcesz osiągnąć należy do ciebie.

Podobnie jest z chrześcijańskim wzrostem, wierzący często przestają wzrastać, bowiem nie wiedzą co jeszcze można osiągnąć. Pamiętam obóz młodzieżowy w Ruskiej Wsi w 1994 r, na którym postawiono następujące pytanie: „Nowonarodzenie, chrzest wodny, chrzest w Duch Świętym i co dalej?” Osobiście zadaję sobie to pytanie bardzo często, szukam na nie odpowiedzi i (może ku zdziwieniu wielu) lista rzeczy „i co dalej” wydłuża się z roku na rok. Cele, które sobie wyznaczam kształtują mój chrześcijański charakter oraz rozwój intelektualny i duchowy. Bóg daje nam wszystko, co jest nam potrzebne do życia, doradza i przestrzega nas, jednak musimy być świadomi, że jeżeli chcemy wzrastać musimy wiedzieć co chcemy osiągnąć.

6. Pracuj nad sobą już teraz. Rozpoczyna się rok szkolny 2001/2002 i każdy „normalny” uczeń oświadcza swoim rodzicom, że w tym roku będzie się uczył, będzie chodzić na wagary – sorry, pomyłka – do szkoły, zdobędzie tytuł najgrzeczniejszego ucznia w szkole, itp. Rodzice ufni, zapatrzeni w swoje pociechy wierzą im do pierwszej wywiadówki. No są wyjątki, ale nawet wśród chrześcijańskich dzieci zdarzają się rzadko. Problem leży w tym, że większość zadań związanych z nauką w szkole odkłada się na jutro, lub pojutrze, zamiast pracować nad sobą „już teraz”. Jeżeli chcesz zdać do następnej klasy musisz stale i systematycznie pracować przez cały rok, nie można zakładać, że jutro będzie lepszy dzień do nauki, bowiem jutro odwleka się w czasie.

Chrześcijanie pragnący wzrastać duchowo muszą wiedzieć o tym, że aby doświadczyć czegoś nowego muszą nad sobą systematycznie pracować. Nie można zakładać, że jutro będzie lepszy dzień do modlenia się. Taka filozofia prowadzi do zaniedbania społeczności z Bogiem. Jutro nie będzie łatwiej, lecz trudniej.

Podsumowując między szkołą a chrześcijańskim rozwojem istnieje podobieństwo, można by je rozbudować o jeszcze kilka punktów, lecz nie to jest naszym celem. Istotne jest natomiast to, że każdy z nas, aby wzrastać musi być chrześcijaninem, aby doświadczać nowych rzeczy musi opanować te, które już zna, musi być świadom napięć, które się pojawią jeśli chce wzrastać duchowo, musi wiedzieć, co chce osiągnąć, oraz zacząć pracować nad sobą już teraz.

Fragment kazania przygotowanego na obóz młodzieżowy Zboru Stołecznego w Krzywym w dniu 15.06.2001.

diak. mgr Krzysztof Wawrzeniuk.