Pokolenie Jozuego.
Kiedy Bóg swoje obietnice przekazywał wybranym przez Niego ludziom, zawsze miał prostą drogę do ich realizacji. Na przeszkodzie mogła mu stanąć wyłącznie jedna przeszkoda – stan serca człowieka.
Przepadam za historiami Starego Testamentu. Są bardzo pouczające. Jedną z ulubionych historii są dzieje Izraela od wyjścia z Egiptu aż do końca okresu sędziów. Obietnicę wejścia do Ziemi Obiecanej otrzymało pokolenie Mojżesza. Oni wyszli z Egiptu, oni też mieli osiągnąć swój cel w ziemi Kanaan. Dlaczego nie osiągnęli obietnic? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Byli pozbawieni wiary w Boże Słowo, ciągle narzekali, walczyli między sobą, toczyli spory i byli niezdolni do jakiekolwiek uległości. Każdy robił co chciał. Ich serca doprowadziły ich do zguby, choć byli adresatami obietnic Bożych.
Po nich przyszło pokolenie, które Jozue wprowadził do Ziemi Obiecanej. Dlaczego oni byli w stanie zdobyć przeznaczone im przez Boga dziedzictwo? Byli zdyscyplinowani, działali w jedności, odrzucili samowolę. Najlepszym obrazem stanu ich serc jest sytuacja, gdy Jozue każe im milczeć podczas zdobywania Jerycha. Milczą, z ich ust nie wydobywa się ani jedno słowo. Przerażająca armia, która w milczeniu wykonuje Bożą wolę. Czy możecie sobie wyobrazić milczenie pokolenia Mojżesza. Nie, nawet Mojżesz nie mógł zamknąć im ust. Pokolenie Jozuego zdołało zdobyć wszystko, choć nic nie przyszło im łatwo. Ziemię obiecaną zdobywa się wyłącznie wtedy, gdy pozwala na to stan serca Bożego ludu.
Potem przyszło pokolenie sędziów. Jakie było? Najlepiej oddaje to fragment, który powiada, że „każdy robił, co mu się podobało” (Sędziów 21,25). Skutkiem tego było ciągłe nękanie przez nieprzyjaciół, zabieranie im plonów, zabijanie dzieci, niszczenie miast, ziemi. To, co zdobyło dla nich pokolenie Jozuego, stracili przez swoje nieokiełznane serca.
To nie czasy, okoliczności, czy zabiegi zdecydowały o osiągnięciu obietnic. Stan serc tych ludzi dał im wyłącznie to, co siali. Jakim jesteśmy pokoleniem? Jeśli jesteśmy podobni do pokolenia Jozuego, zdobędziemy wszystko. Żadne okoliczności nam nie przeszkodzą. Jeśli nie okażemy się ludźmi pokroju pokolenia Jozuego – zmarnujemy każdą najlepszą obietnicę.
Czasem, w moich marzeniach, zdaje mi się, że stoję razem z moimi braćmi i siostrami przed naszym duchowym Jordanem. Jest już tak blisko do naszej ziemi obiecanej. Bóg jest z nami, okoliczności też się układają. Tylko jedno powoduje, że w głębi serca pojawia się strach, dreszcz przerażenia, nawet bezsenność: czy w głębi naszych serc jesteśmy już pokoleniem Jozuego?
bp. Marek Kamiński