Nieurodzajne drzewo figowe.
„A nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, poczuł głód. A ujrzawszy z daleka drzewo figowe pokryte liśćmi, podszedł, by zobaczyć, czy może czegoś na nim nie znajdzie, ale gdy się zbliżył do niego, nie znalazł nic poza liśćmi, nie była to bowiem pora na figi. A odezwawszy się, rzekł do niego: Niechaj nikt na wieki z ciebie owocu nie jada. I słyszeli to uczniowie jego.” Mr 11:12-14.
Gdy czytałem ten fragment Ewangelii św. Marka długo nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że umieszczenie go w tekście Słowa Bożego jest nieporozumieniem. Mało tego, że historia ta zdaje się nic nie wnosić do nauki Jezusa, to jeszcze kładzie na jego osobie cień, bo przecież co winne było Jezusowi to biedne drzewo, że za brak na nim owoców, w czasie gdy nie była na nie pora, przeklął je.
Oczywiście jako uznający autorytet Słowa Bożego byłem przekonany, że to tylko moje pierwsze wrażenie i umieszczenie tego fragmentu tak jak i każdego innego składającego się na Słowo Boże ma swoje pełne uzasadnienie. Spróbujmy więc razem przypomnieć sobie to wydarzenie i zwrócić uwagę na pewne szczegóły, które być może pozwolą nam na jego właściwą interpretację.
Jezus wyszedł rankiem wraz ze swoimi uczniami z Betanii w kierunku Jerozolimy. W Betanii mieszkały Marta i Maria, które jak mówi Ewangelia Jana, Jezus bardzo kochał. Jest więc rzeczą bardzo prawdopodobną, że to właśnie u nich zatrzymał się przed podróżą do Jerozolimy wraz ze swymi uczniami. Wiemy, że Marta była dobrą gospodynią i obowiązki pani domu wypełniała z niezwykłą starannością. Dlaczego więc Jezus wyszedł rano w podróż głodny, czyżby Marta zapomniała swoich gości nakarmić? Wydaje się to mało prawdopodobne, zwłaszcza, że tradycja żydowska pochwalała spożywanie pierwszego pokarmu wcześnie rano. Jeden z rabinów Rabbi Agiba mawiał: „Wstań wcześnie rano i jedz... sześćdziesięciu biegnących ludzi nie dogoni tego, który zjadł w swoim czasie.” Tak więc Jezus wyszedł z domu Marty bez spożycia posiłku bo tego chciał i wyruszył w drogę na czczo postępując sprzecznie z utartym zwyczajem życia codziennego.
Gdy w czasie drogi poczuł głód zbliżył się do drzewa figowego na Górze Oliwnej i zaczął szukać między liśćmi owocu. Był to początek kwitnienia, więc w najbardziej sprzyjających warunkach w dobrze nasłonecznionym miejscu drzewo mogło mieć najwyżej zaczątki pierwszych owoców. Pierwsze owoce zbiera się dopiero w czerwcu (zbiór letni). Figa owocuje dwa razy do roku, po zbiorze letnim następuje wysyp jesienny, po którym owoce mogą wisieć na drzewie nawet do zimy, ale na pewno nie do kwietnia. Tak więc Jezus szukał na drzewie tego czego znaleźć nie mógł. Czyżby o tym nie wiedział? Niemożliwe.
To, od samego rana tego dnia, dziwne zachowanie się Jezusa ma znaczenie symboliczne. Symbol polega na kontraście jaki zachodzi pomiędzy bogatym w liście drzewie a jednocześnie mimo tego bogactwa z brakiem na nim owoców. To drzewo symbolizuje wybrany naród żydowski, który przykryty był listowiem faryzeizmu, ale już od dłuższego czasu nie dawał owoców moralnych.
W Ewangelii Mat 23:2-3 Jezus przemawiając do ludu tak mówi o faryzeuszach: „Wszystko tedy cokolwiek by wam powiedzieli zachowujcie i czyńcie, ale według uczynków ich nie postępujcie”. To wyraz troski o prosty lud, który zdawał się nie widzieć hipokryzji faryzeuszy i darzył ich niezwykłym szacunkiem. W źródłach historycznych jest zapis, który mówi, że faryzeusze jeśli mieli cokolwiek przeciw królowi czy arcykapłanowi, to się im wierzyło bez zastrzeżeń. Oznacza to, że autorytet faryzeuszy był często większy od autorytetu króla czy arcykapłana. Ludzie widzieli w zachowywaniu tradycji pisanej i ustnej, której mienili się być faryzeusze strażnikami i wykonawcami, wzór duchowości. Taka religijność (liście na drzewie), która skupiała się raczej na skrupulatnym wypełnianiu przepisów prawa nie dawała duchowych owoców, dlatego zasługiwała na przekleństwo i karę wiecznej bezpłodności. „A przechodząc rano ujrzeli drzewo figowe, uschłe od korzeni. I wspomniał Piotr, i rzekł do niego: Mistrzu oto drzewo figowe, które przekląłeś, uschło.” Mar 11:20-21.
Jacek Polonis.