Jezus błogosławi dzieci.
Łuk 18:15-17. Każdy z nas bez względu na to, czy mamy swoje dzieci, czy też nie przygląda się im z zachwytem i radością. Dlaczego? Ponieważ dzieci zachowują się inaczej niż my, którzy mamy wyrobiony światopogląd i wiemy jak się zachować.
Myślę, że wielu z nas zazdrości dzieciom swobody. Ostatnio kiedy szedłem do pewnej rodziny na chodniku równolegle szła dziewczynka z tornistrem. Szliśmy tak przez jakiś czas i nagle ona się zatrzymała i krzyknęła: „Ojejku zapomniałam lizaka.” Poradziłem jej, aby się po niego wróciła, skoro to takie ważne.
Skłania mnie to do refleksji. Czy nie tak samo patrzę na tych, którzy są jak dzieci, w Kościele. Nazywamy ich „niemowlęta w Chrystusie”, lub „świeżo nawróceni”. Czy nie mówimy im tak jak uczniowie: „Nie, no tak to nie powinieneś przychodzić do Jezusa. On jest zbyt dostojny.” Myślę, że dzieci, które przynoszono do Jezusa były nie zawsze w kompletnym ubraniu, rozbiegane, roześmiane. No i do końca nie wiedziały kto to jest Jezus, co On robi, czego można się po nim spodziewać. Pomyślmy, czy ze względu na czyjś ubiór, wygląd zewnętrzny, temperament, nie mówimy gdzieś w sercu, albo głośno: „No, tak to do Jezusa nie powinno się przychodzić.”
A jeszcze sprawa wiedzy i poznania. Te „niemowlęta” tak mało wiedzą. To dobra rzecz wiedzieć jak najwięcej o Jezusie, ale czy nie możemy w tym zgubić samej radości z tego, że przebywamy z Nim. Pewien ojciec powiedział mi, że jego syn tak bardzo lubi chodzić do przedszkola, że ma problemy go stamtąd zabrać. Jednak, kiedy ojciec ma urlop syn nie idzie do przedszkola, bo chce być z ojcem w domu. Gdyby to dziecko wiedziało tyle co my to powiedziałoby: „To nie wypada tak opuszczać dni, poza tym zapłaciliśmy za to.” Dla dziecka jednak, te rzeczy nie istnieją, ono chce być z ojcem.
Jest to dla mnie wielka lekcja, nie zabraniajmy dzieciom przychodzić do Jezusa. Jezus powiedział „do takich należy Królestwo Boże.” Kto nie chce doświadczać, błogosławieństw, które wnosi objawienie Królestwa Bożego w nas, sprawiedliwości, pokoju, radości. Jest jeden bardzo prosty warunek, aby to działo się w naszym życiu – POWINNIŚMY BYĆ JAK DZIECI.
Dziecko przyjmuje poważnie to co mówi mu ojciec, dla niego są to największe rzeczy, dlatego, że powiedział to ojciec. Nasz Ojciec Niebiański tak wiele słów mówi do nas. Dzieje się to codziennie i Jego słowo jest „tak i amen”, słowo ponadczasowe i prawdziwe. To co On wypowiada na pewno się wypełni, żadna siła czy moc nie jest w stanie tego zatrzymać. To cudowne, że bez względu na wiek możemy przychodzić i słuchać naszego Ojca z dziecięcą ufnością. Ufam w to, że mój kochany Ojciec nie opuści mnie i nie zostawi. W jego rękach jestem bezpieczny. Wspaniale wyraża tą prawdę Dawid w Ps 131:2. „Zaiste, uciszyłem i uspokoiłem mą duszę, jak dziecię odstawione od piersi u swej matki.” Nawet będąc bezradnymi jak niemowlęta możemy całkowicie zaufać Ojcu.
I jeszcze jedna prawda o dzieciach, która też dotyczy nas. Dziecko stara się o to, aby przypodobać się rodzicom i często okazuje wielkie zaangażowanie w tym kierunku. Pewna mama, samotnie wychowująca dzieci jechała windą ze swoim synkiem. Na jednym piętrze dosiadł się przystojny pan. Syn podszedł i zaczął wypytywać dokąd ten pan jedzie, czy mieszka w tym bloku, jak się nazywa. Mama przez cały czas dawała mu znaku aby przestał, bo była to bardzo niezręczna sytuacja dla niej. W końcu synek dał za wygraną i podszedł do mamy. Po chwili namysłu powiedział głośno: „No co, przecież nie spytałem go czy mu się podobasz i czy nie ożeniłby się z tobą.” Przystojny pan roześmiał się głośno.
Czy robimy wszystko aby przypodobać się naszemu Ojcu, czy żyjemy tak aby On był zadowolony z nas. Wiem, że aby zając taką postawę muszę znać Ojca i wiedzieć jaki On jest. Dla dziecka jego ojciec jest najsilniejszy, najmądrzejszy, po prostu wszystko – naj. I chociaż nie zawsze jest to prawda ono wierzy w to mocno. Trudno byłoby się spierać, że tak nie jest. Obojętnie jaki ojciec ma zawód, pozycję społeczną, bez niego świat nie dał by sobie rady.
Nasz Ojciec, chociaż jest niepojęty jednak jest poznawalny. I my bardziej mu ufamy w miarę jak Go poznajemy. Doświadczamy Jego obecności w naszym życiu. Zawsze powtarzam ludziom, którzy się nawracają, że Chrześcijaństwo to wielka przygoda w której przeżyją wiele niebezpieczeństw, radości oraz trudności. Jednak nie będą w tym osamotnieni, bowiem Ojciec będzie przy nich zawsze. Da im przewodnika – Ducha Świętego i mapę, czyli Słowo Boże.
Kiedy byłem dzieckiem bardzo często Ojciec zabierał mnie na wycieczki, byłem zbyt mały aby radzić sobie sam wiedziałem, jednak, że dopóki on jest ze mną to nic mi się nie stanie. Bez względy na to czy byliśmy w lesie, na rowerach, czy na wodzie ja ufałem memu ojcu. Na jednej z takich wycieczek znaleźliśmy stare drzwi, mój tato położył je na wodzie a na nich mnie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem nic o pływaniu, ale nie było to dla mnie ważne, wiedziałem, że tato umie dobrze pływać. On popychając przed sobą drzwi, na których byłem ja, przepłynął całe jezioro. Myślę, że teraz gdybym nie umiał pływać, to za żadne skarby nie wlazłbym na taką tratwę. Dlatego, bo nie jestem już dzieckiem i słyszałem tyle historii o nieszczęśliwych wypadkach nad wodą.
I może nie wchodźmy na takie tratwy teraz, ale wejdźmy do tej, która płynie po wodach tego świata. To prawda woda jest głęboka i niejeden w niej utonął. Jednak, jeżeli zaufamy, że tratwą kieruje nasz kochany Ojciec, to na pewno dopłyniemy do celu i nie utoniemy. Utonięcie jest niemożliwe dlatego, że znamy naszego Ojca i On nas zna i jesteśmy dla niego cenni.
„Jeśli tedy wy, będąc złymi potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie da dobre rzeczy tym, którzy go proszą.” Mat 7:11.
Pastor diak. Andrzej Krzynówek