Czego potrzebują wszystkie dzieci od kochających rodziców?
Oto temat jednego ze spotkań małżeńskich w naszym zborze. Pytanie bierze pod uwagę wszystkie dzieci, czyli niezależnie od wieku dziecka, z założeniem, że są kochane przez rodziców. Niewątpliwie rodzice służący Bogu kochają swoje małżeńskie owoce i starają się czynić wszystko, aby wychować swoje potomstwo w miłości i na fundamencie Jezusa Chrystusa. Jak się okazuje jest to sprawa raczej trudna i wymagająca od rodziców przemyślanych działań. A teraz kilka wniosków i spostrzeżeń płynących z rozmów między przyszłymi rodzicami, młodymi rodzicami i doświadczonymi rodzicami.
Wspólnie dyskutowaliśmy nad tematem naszego spotkania i omawialiśmy potrzeby dziecka, które my rodzice winniśmy zaspokoić. Wymienię kilka a mianowicie potrzeba miłości, bezpieczeństwa, akceptacji, życzliwości, szacunku, słuchania oraz potrzeba błogosławieństwa i modlitwy. Wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że od poczęcia należy kochać i budować w dziecku fundament, który będzie mógł przetrwać życiowe burze.
Trudno jest znaleźć przepis na szczęśliwe życie dziecka, aby wymienione wyżej potrzeby rozwojowe były w pełni zaspokojone musimy sobie uświadomić, że wszystko bierze początek z miłości. Eksperci w zakresie psychologii rozwojowej dziecka na pewno zgadzają się z tym, że najważniejszym czynnikiem warunkującym prawidłowy i harmonijny rozwój to pełen miłości kontakt fizyczny rodzice-dziecko. Długo rozmawialiśmy na ten temat i wnioski są następujące. Wychowanie obfitujące w uściski, pocałunki i przytulanie buduje w dziecku poczucie szczęścia, bezpieczeństwa i silnej więzi z rodzicami. Nie znaczy to, że dziecko musi mieć bezstresowe dzieciństwo by zaznać szczęścia. Należy dziecku uzmysłowić, że są chwile smutne, ale miłość i zaufanie pomagają radzić sobie z najgorszym.
My rodzice możemy budować w dziecku poczucie wartości i szczęśliwości rodzinnej tylko wtedy, gdy przebywamy razem w różnych sytuacjach przyjemnych i trudnych. A więc wspólne spacery, zabawy, praca, modlitwa – to zbliża. Na pewno każdy z rodziców pragnie, aby tak było. Niestety praca zawodowa, obowiązki, codzienne zmaganie się z rzeczywistością zabierają te cenne wspólne chwile. Musimy się bronić, aby nie okradziono nas z więzi rodzinnej. Ponieważ silna więź zrodzona z Boga jest w stanie przetrwać wszelkie ataki złego i przeciwności dnia codziennego.
Istotną sprawę w wychowaniu potomstwa jest kara, która wbrew pozorom również ma często fizyczny aspekt względem dziecka. Oczywiście są różne sposoby karcenia, zakazy, wykonanie jakiejś pracy i kara cielesna. Doszliśmy do wniosku, że ostatni rodzaj kary jest dobry, ale tylko wtedy gdy nie bijemy z nienawiścią. Dziecko musi wiedzieć dlaczego zostało ukarane i czego nie powinno robić ze względu na swoje bezpieczeństwo. Karząc winniśmy pamiętać o tym, że ręka, która „karze” musi też błogosławić. Nie możemy doprowadzać dzieci do „zniechęcenia i złości a raczej wychowujmy w atmosferze miłości i karności mobilizując je zachętą i dobrą radą.” Ef 6:4. Czyli niech kara cielesna będzie tylko wtedy, gdy mobilizowanie zachętą i dobrą radą już nie wystarcza.
Dyskusja na spotkaniu małżeńskim była burzliwa i długa. Rodzice wychowujący starsze dzieci służyły nam swoim doświadczeniem i dzielili się trudnościami w wychowaniu nastolatków. Natomiast rodzice, którzy mają młode dzieci opowiadali o problemach, próbach ich przezwyciężenia i radościach.
Na pewno nie opisałam wszystkiego, ale całość powierzyliśmy Bogu, naszemu Ojcu. Modliliśmy się o mądrość rodzicielską i aby nasze dzieci szukały dróg Pańskich. Pragnę życzyć wszystkim błogosławieństwa i Bożych więzi rodzinnych.
Oprac. Jolanta Wachowicz