Błąd w sztuce.


Zaintrygowała mnie ostatnio przypowieść Pana Jezusa o czworakiej roli (Łukasza 8, Mateusza 13, Marka 4). Napisano o tej przypowieści wiele rozważań, powiedziano bardzo wiele kazań. Jest w niej jednak coś wiecznie świeżego. Ta przypowieść traktuje bowiem o stanie serca człowieka, zazwyczaj ukrytym. Najpierw pewna myśl optymistyczna. Połączenie właściwego stanu serca człowieka z Bożym ziarnem (Słowem Bożym) bez wątpienia przyniesie plon. Jedyna wątpliwość może dotyczyć wielkości plonu, ale przenigdy jego pojawienia się. Pesymistyczna myśl wskazuje, że to nie strategie, zabiegi lub wysiłek decydują o obfitości.

Czyż nie jest ciekawe to, że w naszym współczesnym zwiastowaniu skupiamy się bardziej na metodach lub strategiach, zewnętrznej pobożności lub wiedzy, niż na stanie serca człowieka? W końcu, to stan serca człowieka decyduje o tym, jaki będzie owoc. Szczególnie gdy mamy przed sobą szczytne duchowe cele, gdy zabiegamy o zbawienie ginących, nasze przedsięwzięcia winny rozpocząć się od ukorzenia swego serca przed Bogiem. Dlaczego swego? Bo tylko na nie mamy wpływ, a nie na innych. O ileż łatwiej byłoby Bogu pracować z nami, gdybyśmy zamiast tysięcy cudownych pomysłów na przebudzenie i rozwój w służbie zajęli się wpierw tym, co musi przynieść dobry owoc. Jak Biblia długa i szeroka, tam gdzie serce człowieka poddawało się Bogu, tam działy się cuda, odnoszono wielkie zwycięstwa i Bóg był uwielbiony. I odwrotnie, tam gdzie serca ludzi wybierały raczej swoje własne drogi, tam spadały klęski, hańba i bieda.

Zatytułowałem ten wpis „Błąd w sztuce”. Sformułowanie to dotyczy sytuacji zawodowych, gdy dany profesjonalista nie postępuje według odpowiednich procedur, co z kolei prowadzi do problemów. Tak, dotyczy to także służby dla Pana. Błędem w sztuce jest zaniedbanie pracy i wysiłku nad stanem swego serca, bo przyniesie to marne rezultaty. Klucz do dzieł Bożych jest … w twoim sercu. Tam go szukaj, bo tylko tam go znajdziesz.

bp. Marek Kamiński